Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tkanina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tkanina. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 września 2013

Sowy "literówki"...

To właśnie, cała ja... tysiąc pomysłów na minutę...
Miałam dokończyć podkładki obiadowe w paseczki a przyszedł pomysł na ... sowy...
sowy "literówki"... dla maluszka, który przyjdzie na świat w grudniu... 
i natychmiast zabrałam się za pracę.
Wiedziałam, że przyszłej mamie Jasia podobają się paseczki biało - granatowe i kropeczki w tych samych kolorach. Czyli będą to sówki w marynarskich  kubraczkach.
No i zaczęłam od...


wycinania szablonu tułowia, brzuszka i literek.
Brzuszek i literki naprasowałam na tkaninę przy pomocy specjalnej 
cieniutkiej fizelinki dwustonnie klejonej.



Wycięłam aplikacje i zabrałam się za dodatkowe przeszycie, aby mieć pewność, 
że aplikacje będą się dobrze trzymały.
Wybrałam odpowiednie guziczki - oczka sówki i przyszyłam je.



Po przeszyciu aplikacji i przyszyciu oczek zszyłam tył i przód każdej sówki zostawiając tylko małe 
"okienko", aby wypchać sówki miękkim wypełniaczem.


Uformowałam nosek i przymocowałam razem z tyłem sówki.
Pozostało tylko uzupełnić całość miękkimi kuleczkami tak, 
aby wyeksponować uszy i pękate brzuszki.
Na koniec zszyłam niewidzialnym ściegiem okienko, przez które wkładałam wypełniacz 
i przeciągnęłam tasiemkę. 
Ta dam... sówki dla Jasia gotowe...


CAŁUSKI Kochani ...

Godzina 21:30

Kochani, ten wierszyk napisała moja Przyjaciółka z FB Róża Kaczmarek <3 
Bardzo Ci dziękuję Kochana. CAŁUSKI <3 

"A kiedy dochodzisz do tego, 
że Twoje ręce mogą stworzyć coś pięknego, 
to materiał bierzesz w dłonie,
delikatnie przesuwasz palcami, 
układasz kolorami.
Aż tu nagle wyczarowałaś sowy z niebieskimi oczami.
Kubraczki w paseczki mają, jak marynarze wyglądają.
Cudownie mieć takie ręce co czarują,
czarują pięknie i coraz wiecej."


niedziela, 1 września 2013

Paseczki, paseczki...


Kolejne wyzwanie… paseczkowe.
Uwielbiam tą formę w quilcie. Nie tylko ja… moja Przyjaciółka Dorotka też.
Będą to podkładki obiadowe w technice tzw. Log Cabin - jest to konstrukcja o różnych 
kombinacjach z pasków materiału.
Udało mi się dopasować tkaniny idealnie. 
Część już miałam w swoich zapasach a część dokupiłam. 



Dlaczego wyzwanie? Ponieważ całość musi być wykonana bardzo precyzyjnie.
Zaczynam od pocięcia tkanin specjalnym nożem krążkowym 
na paseczki o szerokości 1 cala = 2.54 cm. 



I zaczynam naszywać od środkowego prostokąta w odpowiedniej kolejności, paseczek, po paseczku. Aby na koniec pracy nie okazało się, że nasz "blok" jest zwichrowany, 
przed naszyciem paska zaznaczam linię szycia. 
Po każdym okrążeniu "traktuję" uszyte już paseczki krochmalem w sprayu
 i prasuję szwy rozkładając je.
Również po każdym okrążeniu dokładnie sprawdzam, czy wszystkie wymiary są prawidłowe. 
Tu nie może być przesunięcia nawet o 1mm. 
Jeśli jest coś nie tak, trzeba to koniecznie skorygować.



Parę uwag odnośnie prasowania.
Prasując, staramy się nie naciągać materiału, należy dociskać żelazko do tkaniny a nie przesuwać w różnych kierunkach. W ten sposób prasujemy wszystkie wyroby patchworkowe. 
I uwaga na temperaturę żelazka!
Moje patchworki są wykonywane z różnego rodzaju nici. 
Wszystkie elementy zszywam nićmi bawełnianymi. 
Natomiast pikowanie wykonuję nićmi jedwabnymi i nylonowymi. 
Dlatego żelazko nie może być bardzo gorące. 
I kolejna zasada, prasujemy na lewej stronie lub na prawej, ale przez zwilżoną szmatkę.

 całość już zszyta...

lewa strona - dokładnie przeprasowane szwy...

A do końca... jeszcze daleko...
To jest dopiero zszyta pierwsza z czterech podkładek.
Potem zostaje jeszcze pikowanie. 
W tym wypadku nie może być nic innego, jak tylko pikowanie "in the ditch", czyli szycie "po szwie".
Oczywiście na koniec trzeba doszycie lamówkę, która uwieńczy dzieło.
Jest to również pracochłonne, ponieważ tylko jedną stronę przyszywam maszynowo.
Drugą podszywam już ręcznie. Próbowałam sobie kiedyś to ułatwić i użyć maszyny, ale nie byłam zadowolana z ostatecznego efetku. 

A to moja Kochana towarzyszka "szycia" - Czwóreczka.
Grzecznie obserwuje, co pańcia "modzi".


Na dzisiaj to już koniec, ale mam nadzieję, że za dwa, trzy dni 
pokażę Wam zakończone paseczkowe dzieło...
Całuski...

Niestety, tamte paseczki odleciały, zanim zdążyłam im zrobić zdjęcie.
Ale już są następne - "Wspomnienie wiosny..." .
Jak ja kocham te paseczki...
Oto one:



A tak przy okazji, ta deseczka na środku to dzieło mojego Kochanego Kubusia.
Piękna.... 





niedziela, 25 sierpnia 2013

Patchworkowy świat Koali



Dzisiaj zabiorę Was do mojego maleńkiego miejsca, gdzie tworzę swoje "dzieła"…
Jeszcze nie mam prawdziwego stanowiska pracy, ale może kiedyś takie powstanie…
Zresztą, dla mnie najważniejsze jest to, abym dobrze się czuła wymyślając, 
krojąc i rysując wzory.
A gdzie to robię, czy przy jakim stole nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia…
Prawdą jest, że po dłuższym czasie krojenia czy szycia w pozycjach… dość dziwnych, dzień kończy się bólem wszystkich mięśni a zwłaszcza karku. 
Ale… co tam… następnego dnia już jest dobrze.
Jestem cały happy, bo odebrałam w piątek nowe, wyszukane z trudem, zamówione materiały.
Cały problem jest z właściwymi tkaninami. Patchwork ciągle jest mało popularny w Polsce i pewnie dlatego  nie opłaca się sprowadzać większej ilości i bardziej zróżnicowanych tkanin. A te najpiękniejsze można kupić tylko w USA.
Mam adresy kilku internetowych sklepów w Polsce, ale wybór tkanin jest... bardzo, bardzo mały.
Ja ciągle bazuję na tych, które kupowałam na Alasce, w maleńkim sklepiku. Na tej małej powierzchni cudowna właścicielka zgromadziła setki przepięknych tkanin. 
Jeśli chciałam dopasować materiał w barwie zieleni, musiałam wybierać pośród kilkudziesięciu beli… były ułożone w dwóch rzędach - ciepłe odcienie i zimne. Od najjaśniejszych do najciemniejszych. 
Do tego jeszcze dochodził deseń, duże wzory lub bardzo drobniutkie. Pamiętam, że spędziliśmy tam z Kubą prawie całe popołudnie dopasowując odpowiednie materiały do narzuty.
Dlatego każdy, najmniejszy skraweczek materiału jest bardzo cenny.


Moja Przyjaciółka Dorotka zamówiła kolejne podkładki. 
Jest to zupełnie szalona niewiasta… nie mogę Jej nic nowego pokazać, bo od razu widzę, jak Jej oczy zaczynają świecić… i już to chce. 
Pierwsze dla niej maty obiadowe w zasadzie są skończone, 
ale naszyję jeszcze w każdym roku aplikację - będzie to kwiatek.
Potem zostaje tylko przepikowanie i oblamowanie.


Następny zestaw przygotowany dla Dorotki na podkładki obiadowe. Będą zrobione z paseczków o szerokości 1cm, ułożone w kształcie labiryntu. 
Podkładka będzie podzielona na pół po skosie. 
Po jednej stronie jaśniejsze tkaniny na przemian a po drugiej, ciemniejsze.


Przygotowuję już w głowie wzory na Boże Narodzenie. 
Po raz pierwszy zaczęłam realizować zamówienia w zeszłym roku 
i  były momenty zupełnie szalone. 
Szyłam całymi dniami i nocami, żeby w terminie oddać zamówienie. 
W tym roku zacznę pracę wcześniej.



A to moja "biblia".  
Książka, która zawiera 1000 różnych bloków, z których składa się quilt - czyli już gotowy wyrób zrobiony techniką patchworkową. 
Każdy blok ma swoją niepowtarzalną nazwę i powinno się go uszyć według podanej instrukcji. 
Tzn. ciemne kwadraciki, czy trójkąciki powinny być uszyte z ciemnych tkanin, 
białe  - z jasnych itd. 
Dzięki temu uzyskujemy właściwy dla danego bloku design. 
Oczywiście, można to zmienić, ale nie będzie to już ten blok, będzie to już wariacja bloku.


No i maszyna, moja ukochana, targana z Alaski z duszą na ramieniu, 
żeby tylko nic się jej nie stało.
Pewnie teraz są już nowsze, lepsze modele… ale ta… jest wyjątkowa, jedyna, 
ukochana moja PANI…


Narzędzia - podstawą są maty z podziałką i nóż do krojenia. 
Nie wyobrażam sobie wycinania zwykłymi nożyczkami…
Oczywiście, jeśli się chce zrobić coś dla siebie, pojedynczą sztukę, nie ma sensu kupować tych wszystkich rzeczy. 
Super ważne są odpowiednie liniały z podziałkami - jak widzicie, wszystkie podziałki są w calach. 
Dlaczego? Ponieważ w USA operuje się właśnie "calem". 
Musiałam się przestawić na "calowe" myślenie. 
Ale powiem Wam, że do patchworków wygodniejsza jest ta podziałka. 
Tych liniałów mam całą masę, w różnych wielkościach i kształtach. 
Dalej, specjalne różnego kolorowe pisaki, którymi rysuję wzory do pikowania. 
Bez nerwów… ślady po nich znikają zaraz po lekkim zwilżeniu.
Oczywiście żelazko, najwygodniejsze jest małe, do prasowania na bieżąco małych elementów. 
Krochmal w sprayu -  cudowna sprawa. Kiedyś sama robiłam delikatny krochmal, ale w tej chwili używam tylko tego w sprayu.
Do czego go potrzebuję? Zaraz wyjaśnię.
Jak może wiecie, quilt składa się z 3 warstw, mówimy że jest to "sandwich" - kanapka.
Pierwsza - wierzchnia tkanina z wzorami.
Środkowa - jest to miękki, wypełniacz bawełniany lub poliestrowy.  
Cienki lub grubszy, wszystko zależy od tego, co szyjemy i jaki efekt chcemy uzyskać. 
Do narzut najlepsze są wypełniacze bawełniane, takie narzuty są bardzo ciepłe i bezpieczne dla alergików. 
Na podkładki obiadowe, obrusy czy serwety lepszy jest poliestrowy.
Dzięki wypełniaczowi, pikowanie jest widoczne, materiał nie jest płaski 
tylko... żywy. 
Spód  - dopasowany kolorystycznie do całości, najczęściej jednolity i z jednego kawałka tkanina, czyli spód naszej "kanapki".
Musimy to wszystko razem zszyć, uważając, aby się nic nie pomarszczyło.
I właśnie teraz w ruch idzie krochmal w sprayu. 
Dzięki niemu materiały nie są tak wiotkie i nie marszczą się. 
Dużo łatwiej można je pospinać lub fastrygować i zabrać się za pikowanie.
Poza tym, krochmal zabezpiecza nasze "cudo" przed plamami. 
Jest cała masa czasem bardzo... dziwnych gadżetów… ale ja ich nie używam. 
Mam tylko to, co jest niezbędne.



wtorek, 20 sierpnia 2013

Galeria wykonanych patchworków

Kochani, przedstawiam parę moich uszytych już patchworków. Nowe będę publikować na bieżąco.
Pierwsza narzuta...
Uszycie jej zajęło mi tylko 1 miesiąc. 
Całość wykonana jest z trójkącików i kwadracików, łącznie ponad 1000 kawałeczków zszytych.
Do tego naszywane aplikacje i całość przepikowana. 









Gdybym mogła, tworzyłabym patchworki bez wytchnienia. 
Niestety, wykonywanie ich jest bardzo czasochłonne i mozolne.
Tą narzutę (replika XVII wiecznej angielskiej narzuty) - ogromną, 240 X 240 - szyłam 3 miesiące. 
Wszystkie aplikacje przyszywałam ręcznie. 
Największym problemem było znalezienie właściwych tkanin.
Musiały być takie, jak na ilustracji - wiernie odtworzone.
Dla mnie jest ona wyjątkowa.
Szycie jej uświadomiło mi, że uporem i wytrwałością można zdziałać cuda..



Kuchenne ozdoby.
Łapki kuchenne i serduszko w klimacie wiosennym.
Udało mi się znaleźć odpowiednie tkaniny do uszycia tych śmiesznych króliczków.



Mój ulubiony patchwork  - " Kos w moim ogrodzie".
Niestety, nasze koty też go bardzo pokochały i ukradkiem chciały tego biedaka utrącić z drzewka.
Ale na szczęście, tkaniny są mocne i zdały koci test wytrzymałości.






A to efekt niedzielnego "wypoczynku" 23 marca 2013

Kolejne ptaszki zrobione dla mojej Przyjaciółki Dorotki







Pierwszy patchwork, który wykonałam będąc z moim Kubusiem na Alasce. 
Alaska jest naszym ukochanym miejscem na świecie, mimo całorocznych chłodów i niewielu dni ze słońcem. Ale za to wspaniała natura wynagradza wszystko. 

Sitka, mini mini miasto. Tam właśnie "zachorowałam" na patchworki, znalazłam sklep z tkaninami i ... maszynami do szycia (dostałam w prezencie od mojego męża) i oczywiście z przeuroczą właścicielką. To ona jako pierwsza dała mi wiele cennych wskazówek jak się za to zabrać. Oczywiście, mój ukochany Kuba, za każdym razem kiedy pokazywałam mu kolejny zszyty kawałeczek, krytykował :"no, kochanie, tu jest krzywo, musisz to poprawić". No i ... dzielnie poprawiałam, czasem kilka razy to samo miejsce. Jemu jestem wdzięczna za to, że nauczył mnie cierpliwości i zwracania uwagi na szczegóły.

Na patchworku " Wspomnienia Alaski" są symbole Alaski - łoś, niedźwiedź, świerk sitkajski, rakiety śnieżne i szałas dla zbłąkanych i zziębniętych wędrowców.



Kolejne zamówienie dla Dorotki, podkładki obiadowe.


Pani z kotem, szyta w pochmurny dzień...


Bieżnik dla Dorotki... z motywem kwiatowym na typowym tle patchworkowym - kwadraciki.


Śmieszne "Śpiące kury" pilnujące jajek....
Tu nadziergałam się... Wszystkie elementy postanowiłam przyszywać ręcznie...


A to trzy ozdoby na ścianę lub podkładki zrobione techniką "pieced paper".
Bardzo ciekawy sposób tworzenia patchworków. Wykorzystuje się do tego wzór narysowany na papierze i w odpowiedniej kolejności naszywa się kawałeczki materiałów. Czasami są one baaaardzo, bardzo maleńkie. Na samym końcu przyszywa się aplikacje i pikuje.




To jeszcze nie wszystko....

Cdn.... Całuski <3